
Kevin jest z La Puente w Kaliforni. Ci dobrze nasłonecznieni zawsze tworzą ciekawą muzykę. Kevin jest z tych robiących naprawdę przepiękne ambientowe dźwiękobrazy. Na tyle, że postanowiłem go trochę pomaglować dla własnej uciechy i, być może, także innych. Bo jak by nie patrzeć, jest to jedna z ciekawszych rzeczy w organicznym ambiencie od czasów Basinskiego. Zresztą, robi nie tylko ambient, ale też gitarowy punk-pop i prowadzi jeden z najfajniejszych mini-labeli w danej chwili – Bridgetown. Śledząc rzeczy wydawane przez niego u siebie i w innych wytwórniach łatwo dojść do wniosku, że jest tam cała mikroscena niezwykle utalentowanych ludzi niczym dekady temu w Olympii czy Athens. Ancient Crux, Terrors, Jon Barba czy Vehicle Blues – sprawdźcie sobie wierzchołek. Wsiąknąć w świat Bridgetown to trochę jakby ożenić się z wielodzietną rozwódką i zostać prawnym rodzicem gromadki słodkich dzieci. Tylko, że to tańsze. I na dłuższą metę na pewno mniej kłopotliwe. W każdym razie.
[Ważne: Poniżej wersja angielska na prośbę samego przepytywanego. Mój angielski nigdy nie miał za zadania nikomu być pokazywany, więc z góry przepraszam ludzi władających tym językiem sprawniej niż ja. Co to uchybień w tłumaczeniu, pamiętajmy, licentia poetica, etc. Pisze, bo wiem, że jeżeli ktoś się przyczepi - będą to Polacy. Buzi]
[DEAR ENGLISH READING CROWD: THE ORIGINAL VERSION IS WAY BELOW]
* * *
Wydajesz się niechętny do rozmawiania o zespołach spoza gremium twoich znajomych i im podobnych. Uważasz wspominanie o mało znanych zespołach disco z lat 70. za denne czy po prostu nie koncentrujesz się tak bardzo na innej muzyce?
Lubię rzeczy każdego rodzaju. Słucham topowego popu/hip hopu/country/radia grającego adult contemporary w takiej samej ilości jak niezależnych/podziemnych rzeczy. Nawet częściej. Lubię mnóstwo rzeczy, ale uważam że masa artystów w erze blogowej dostała swój sukces na tacy, poprzez piosenkę na Myspace a nie przez urabianie się nakręcając koncerty, robiąc rzeczy samemu, jeżdżąc w trasy (które nie były ustawione przez menadżerów), etc. Nie lubię za bardzo takich zespołów ponieważ nie widzę w ich twórczości zbyt wiele treści. Ale nieważne, w dłuższym ujęciu, lubię to co lubię, będzie to Blink-182, typowy hit trance/rave, rocka z lat 90, czy totalnie smutną kasetę z harsh noisem. Nie obchodzi mnie skupianie się na jednym gatunku i bycie jakimś samozwańczym “ekspertem” aka muzycznym nerdem. Chcę mieć radochę, co staje się coraz bardziej trudne kiedy staję się bardziej i bardziej znużony i niezainteresowany słuchaniem nowych rzeczy. Prawda jest taka, że jestem raczej ukierunkowany i większości rzeczy które nie są nawet złe nie posłucham bo wolę swoje od dawna znane rzeczy. Ale prosto sprawę ujmując, ci kolesie to moi znajomi. Gadał bym o nich nawet gdyby nie tworzyli muzyki i nie zadawalibyśmy się razem.
Jak nagrywasz? Masz wszystko uproszczone żeby nagrywać cokolwiek siedzi w twojej głowie używając kilku ścieżek czy jest to żmudny proces warstw i post-produkcji? Oraz, nagrywasz cyfrowo czy na taśmę? Każdy muzyk z USA którego zagaduję zdaje się posiadać Yamaha MT8X, a ty?
Chciałbym by to wszystko było uproszczone, gdzie mógłbym usiąść i nagrać kiedy chcę, być zadowolonym i mieć to z głowy, ale tak nie jest. Dla mnie, nagrywanie to bardzo czasochłonny proces opierający się na pisaniu, aranżowaniu i planowaniu. Samo nagrywanie jest bardzo stresujące ponieważ jestem bardzo wybredny i łatwo rezygnuję z rzeczy, które nie wychodzą tak jak bym chciał, zazwyczaj kilka dni po fakcie, więc zaczynam od początku. Wygląda na to, że nagrywanie czegokolwiek na zasadzie strumienia świadomości i wydawanie tego jest całkiem akceptowane w przypadku ograniczonych nakładów kaset i CD-rów, ale dla mnie to bezsensowne i nieimponujące. Wolę mieć piosenki, których konstrukcję będę mógł zmieniać, odtworzyć je na żywo. Nie jestem zbyt zainteresowany post-produkcją ponieważ ważne jest dla mnie abym mógł zagrać swoje piosenki na żywo, więc wolę nagrywać rzeczy mające w sobie coś z dziania się “tu i teraz”.
Nagrywam na połączeniu cyfrowych magnetofonów terenowych, kasetowych i mikrokasetowych, miksując je nie tylko na komputerze, ale też na klasycznym mikserze używając wzmacniacza lampowego dla elementów wymagających nasycenia i by to wszystko ze sobą połączyć. Uważam, że nagrywanie czysto cyfrowe brzmi bardzo sterylnie, a czysto analogowemu brakuje wyrazistości i dynamiki kiedy masz tylko podstawowy sprzęt. Lubię cechy obydwu, więc łączę je ze sobą. Nie mam za to Yamahy MY8X, ani nie znam nikogo kto ma.
Produkujesz innych? Twoje rzeczy brzmią wspaniale!
Dzięki, jestem zadowolony z brzmienia moich ostatnich wydawnictw choć wolałbym, by były trochę czyściej brzmiące. Produkowałem i grałem na pierwszych 3 albumach Nicole Kidman [właściwie Jon Barba - przyp.]. Nie lubię nagrywać ogółem, co dopiero innych. Wszystko musi być po mojemu, więc przynajmniej kiedy nagrywam siebie i nie jestem zadowolony, nie ma nikogo kto byłby zawiedziony czy nie zgadzał się gdy chcę z czegoś zrezygnować.
Jest jakiś klucz według którego wybierasz sposób wydania swoich rzeczy?
Różne z moich wydawnictw wyszły na dużej ilości formatów. Powiedziałbym, że ponad pół tuzina wyszło na kasetach, CD i CD-rach: Bracing, Corridor [udostępnione ostatnio za darmo - przyp.], Blue Crush, Golden Road, split z Cloud Nothings, 4 kasety skompilowane na In Serial. Nie chcę nikomu odmówić możliwości usłyszenia czegoś co chcą tylko ze względu na format. Niektórzy nie kupią CD/CD-r z wielu powodów. Trochę szkoda, bo pomimo że kasety to mój ulubiony nośnik, nie brzmią dokładnie i czysto dla dużej ilości rzeczy. Nie lubię winyli z wielu powodów, ale i tak nie stać mnie na ich wydawanie.
Występujesz na żywo dosyć często, nawet jeżeli tylko w pewnych częściach Stanów – jak?
Występy na żywo i możliwość konsekwentnego grania tras i odtwarzania piosenek są dla mnie bardzo ważne. Kiedy występuję, gram głównie rzeczy z różnych albumów z ambientem/kolażami jakie zrobiłem. Jest kilka utworów które gram tak jak pojawiły się na albumach, i są takie które przearanżowuję i łączę z innymi piosenkami i fragmentami piosenek, tworząc nową narrację. Można zobaczyć sporo z tego co grałem na żywo w tej serii klipów z moich występów w KXLU 88.9 FM Los Angeles. Kiedy występuję na żywo używam gitary, kilku efektów, nagrań terenowych, kaset i mikrokaset.
Mimo że moje pop punkowe kawałki zostały napisane w taki sposób że mogą być uproszczone i zagrane na jednej lub dwóch gitarach, bardzo rzadko grywam je na żywo ponieważ nie polubiłem grania z półplaybackiem który kiepsko słychać na żywo. Na ostatniej trasie grałem na gitarze z Nicole Kidman, co było podobne ale łatwiejsze, bo nie ma tam aż tylu warstw. Pracuję nad większą ilością pop-punkowych piosenek i mam nadzieję że Travis z Ancient Crux będzie grał na perkusji, a Bret z Trudgers zagra na drugiej gitarze na przyszłej trasie, może w to lato.
O twoim ‘ambientowym podejściu do nakładek gitar w pop-punku’ [cytat ze strony Kevina]. Cofasz się do swego rodzaju korzeni czy próbujesz nowych rzeczy?
Lubię też prostą muzykę i nie chcę się ograniczać do jednej rzeczy. Pop-punk naprawdę mnie spełnia i pozwala mi się z nim utożsamiać. Czasami gram power-chordy dla zabawy, ale kiedy nagrywałem piosenki na split z Cloud Nothings, nie byłem zadowolony z podstawowych nagrań. Pomyślałem, ze było by ciekawe żeby dodać 6 lub 7 partii gitar i sprawić by były teksturami poszerzającymi melodie bez bycia wyraźnymi lub czystymi. W rezultacie powstały bezpośrednio brzmiące piosenki z dużą ilością ukrytych dźwięków pod spodem.
Bałeś się wydać po prostu piosenki, jak najeżone nakładkami by nie były, z tekstami i śpiewaniem? Osoby grające instrumentalną muzykę zazwyczaj chowają się za swoimi rzeczami w przeciwieństwie do bardziej konwencjonalnych i bezpośrednich songwriterów – bałeś się, że ludzie mogą na to źle zareagować, nie polubić tego?
Nie myślałem o tym wcale kiedy robiłem te piosenki. Było po prostu fajnym pomysłem pracować nad muzyką która na pierwszy rzut oka w ogóle do mnie nie pasuje. Zacząłem je pisać ponad rok temu i nie myślałem, że zbyt wiele osób je usłyszy. Myślę, że żadne z moich muzycznych alter-ego nie jest próbą ukrycia czegokolwiek, raczej dwie różne wersje tej samej osoby, pokazujące różne elementy ze swojej perspektywy.
Banie się o to, ze ludzie mogą nie polubić twojej muzyki to tylko przeszkoda która powstrzymuje artystów przed przekazania tego co naprawdę chcą przekazać swoją sztuką. Gdyby nikt nie lubił moich pop punkowych kawałków nie znaczy to, że nie miałbym frajdy grając je czy nie uśmiechał się jak radosny idiota kiedy nagrywałem bębny z Travisem [Von Sydowem] i słuchając pierwszych miksów. Nie ma znaczenia czy ktoś utożsamia się z depresyjnymi, rozpaczliwymi aspektami moich ambientowym i kolażowych utworów ponieważ są to dla mnie osobiste wydawnictwa. Świadomość tego że są ludzie którzy rozumieją co robię i przychodzą zapoznać się na trasie lub piszą emaile jeżeli są z innego kraju jest zachęceniem by dalej głosić to co chcę przekazać. To, że są ludzie myślący tak jak ja dodaje mi otuchy… ale nie przestałbym gdyby ich nie było.
Masz dużo konkretnych, spójnych wydawnictw. Pracujesz na pojedynczych piosenkach i łączysz je ze sobą czy raczej masz już w głowie album/ep kiedy piszesz/nagrywasz?
Pracuję nad wszystkim z wizją całość. Robienie dowolnych utwór i wrzucanie do jednego worka by coś wydać nie ma dla mnie takiej samej wartości. Rzadko pracuję nad wieloma albumami jednocześnie ponieważ wizje i moje podejście mogą przez to ucierpieć. Każdy album który zrobiłem ma konkretne historie i przesłanie, dlatego piosenki muszą być ze sobą powiązane i pochodzić z jednego nastawienia. Mimo, że próbuję konkretne rzeczy na temat moich wydawnictw utrzymać w niejasności w nadziei, że ludzie dojdą do swoich własnych wniosków i osobistych powiązań, nie będę ich ukrywał jeżeli ktoś się ze mną skontaktuje i będzie bardzo chciał się w nie zagłębić.
Załóżmy, że Steely Dan proponuje ci wydanie ekskluzywnej kasety z ich nowym materiałem w Bridgetown, co byś zrobił? Jesteś otwarty na wszystkie propozycje czy bardziej zainteresowany wydawaniem nieznanych zespołów?
Widziałem już wcześniej te nazwę ale nie słyszałem Steely Dan aż nie sprawdziłem ich teraz na YouTube i nie jest to coś w moim stylu. Najważniejsze dla mnie jest żebym lubił tę muzykę i złapał z nią jakąś relacje, czy znalazłem ją sam czy sami przyszli.
Ale szczerze mówiąc, nie lubię kiedy nieznajomi wysyłają mi mejle i próbują coś u mnie wydać jakbym był jakimś biznesem. Nigdy niczego nie wydałem w oparciu o to co inni o tym myślą, albo bo jakiś zespół którego nie znam miał jakąś fajną piosenkę. Mówiłem już w innych wywiadach, że mój label jest niesamowicie osobisty i taka jest prawda. Znam prawie wszystkich artystów [wydawanych w Bridgetown] osobiście, nawet tych z innych stanów. Zawsze jest jakiś rodzaj połączenia będącego podstawą wszystkiego co wydaję: słyszałem ich demo, mamy wspólnych znajomych, graliśmy razem koncert, wymienialiśmy się albumami, polubili jakieś wydawnictwo i zaczęliśmy rozmawiać, etc.
Nie jestem przeciwny wydawaniu czegoś dla kogoś znanego (choć to może wiele znaczyć), kogo lepiej poznam, ale w większości przypadków moi znajomi są nieznani, i mało kto słyszał ich muzykę. Nie jestem właściwą osoba dla zespołu, który chce by masa ludzi ich usłyszała i by zrobili się popularni czy coś tym stylu. Ale dla innych, to właściwe miejsce by zostać usłyszanym i docenionym przez ludzi spoza ich znajomych.
* * *
ENGLISH VERSION
You seem pretty relucant to talk about bands outside your friends circle or other contemporaries. Do you find the namedroppings of obscure disco bands from the 70s dull or are you just not really that focused on other music?
The thing is that I like stuff from all styles. I listen to top pop/hip hop/country/adult contemporary FM radio as much as I listen to underground/independent stuff. Definitely more most days. I like lots of stuff, but I think a lot of artists in this new blog age got their success handed to them by having a song on myspace and not from busting their asses booking shows for touring acts, doing stuff themselves, going on tours (that weren’t put together by booking agents), etc. I don’t really like a lot of those bands because I can’t find a lot of substance in most of their work. But whatever, in the long run, I just like what I like, whether it’s Blink-182, some really typical trance/rave hit, 90s rock, or a totally depressing harsh noise tape. I don’t care at all about focusing on one genre and being some self-proclaimed “expert” aka music nerd. I just want to have fun with it, which is becoming increasingly hard the more I get jaded and disinterested in hearing new things. Truth is I’m pretty set in my ways and most stuff that actually isn’t even that bad, I won’t listen to because I’d rather stick with my longtime standbys. But simply put, these guys are my friends. I’d talk about them if they didn’t make music and we didn’t hang out.
How do you record? Do you have it all dumbed down so you can justrecord whatever is in your head using a few tracks or is it a slow process of layers and layers and post-production? Also, is it all digital or are you actually recording on tape? Every artist from the US I approach seems to own a Yamaha MT8X, do you?
I wish it was a dumbed-down situation where I could just sit and record any random time, be happy and be done with it, but that’s hardly the case. For me, recording is a very time-consuming process that depends on writing, arranging and planning. The actual act of recording is often stressful for me because I’m very picky and quick to scrap anything that doesn’t work just the way I want it, often days afterwards, so I start over from scratch frequently. It seems like sitting down and recording whatever comes out of a stream of consciousness and then releasing it is pretty well accepted for limited run tape and CDr releases but it’s pointless and soulless to me. I prefer to have songs that can be re-structured, reproduced in the live setting. I’m not so into post-production because it’s important to be able to perform live, so I prefer recording songs that have that sense of “now” and “in the moment.”
I record on a combination of digital field recorders, cassette tape and microcassette tape, mixing them not just digitally on a computer, but also on a standard mixer and using tube amplification for elements that need saturation and to blend things together. I think that recording purely digital is very sterile sounding, and purely analog lacks clarity and dynamic range when all you have is entry-level equipment. I like characteristics of both, so I prefer to combine the two. I don’t have a Yamaha MT8X or know anyone who does though.
Do you produce others? You have such a great sound on your releases!
Thanks, I’m happy with the sound on most of my more recent things though I wish they could have been cleaner. I produced and play on the first 3 Nicole Kidman albums. I don’t really like recording at all, let alone other people. Everything has to be my way, so at least if I’m recording my own stuff and unhappy with it, there’s no one else in the equation to disappoint or disagree with when I want to scrap something.
Do you have a key for choosing the medium of your release?
Several of my releases were on multiple formats. I’d say over a half dozen were on cassette and CD or CDr: Bracing, Corridor, Blue Crush, Golden Road, split with Cloud Nothings, the 4 tapes that were collected on In Serial. I don’t want to alienate anyone from not being able to hear something they might want to just based on the format it’s on. Some people will not get CDs/CDrs for a number of reasons, which is a shame because while cassettes are my favorite format, they aren’t as accurate sounding and don’t have the same clarity or dynamic range for a lot of stuff. I don’t like vinyl for a number of reasons and can’t afford to release it on my label anyways.
You perform live quite often, even if rather around certain parts of the US – how do you make it work?
Live performance and being able to tour consistently and recreate one’s songs is very important to me. When I tour, I mostly play pieces from various ambient/collage albums I’ve done. There are a few songs that I prefer to play very closely to how they appear on the albums, and there are some that are rearranged in conjunction with various other songs and sections from them, constructing a new narrative. You can see much of what I have done live in this series of videos from my performance on KXLU 88.9 FM Los Angeles: (http://www.youtube.com/watch?v=wC52nuqosKQ). I perform using a guitar, a couple of pedals, field recordings, cassette tapes and microcassette tapes.
Though my pop punk songs were written in ways that can be stripped down performed live with only one or two guitars, I very rarely play them live because I didn’t like playing with backing tracks and had trouble hearing them at shows. On my last tour, I also played guitar with Nicole Kidman, which was similar but easier since there aren’t so many layers. I’m working on more pop punk songs and hopefully having Travis from Ancient Crux be my live drummer and Brent from Trudgers play second guitar for a future tour, maybe this Summer.
About your ambient collage approach to the layers of guitar in ‘pop/punk’. Are you going back to some sort of roots or trying out new things?
I like simple music too, and don’t want to limit myself to any one thing. Pop punk is really fulfilling and relatable to me. Sometimes I just want to play power chords for fun, but when I was recording the songs for my split with Cloud Nothings, I wasn’t happy with having basic recordings. I thought it would be interesting to do 6 or 7 guitar parts and work on many of them being textures that enhanced the overall melody without being distinct or pristine. The result were straightforward sounding songs with lots of hidden notes bubbling underneath.
Were you afraid to release straight up songs, as layered as they are, with lyrics and singing? Instrumental artists tend to hide behind their work as opposed to more straightforward and conventional songwriters – were you afraid that people may react in a wrong way, not liking it at all?
I wasn’t thinking about any of that stuff when I did those songs. It was just a fun idea to work on some music that seems like an unlikely match at first glance. I started writing those songs well over a year ago and didn’t think that many people were going to hear them. I feel like neither of my musical alter-egos are a facade to hide anything, but instead are two different views of the same person, exposing different elements from each perspective.
Worrying about people not liking your music is just an obstacle that’ll prevent artists from saying what they really want to say with their art. If no one liked my pop punk songs, that doesn’t mean I wouldn’t have fun playing them at home or grinning like a gleeful idiot when I was recording drums with Travis [von Sydov] and hearing the first mixes. It doesn’t matter if no one else relates to the depressing, hopeless aspects of my ambient and collage pieces because it’s a personal release for me. Knowing that there are people who do connect with what I do and come meet me on tour or write me an email if they’re from another country is just encouragement to keep saying the things I need to say, it’s comforting to know there are other like-minded people all over… but I wouldn’t stop without them.
You have lots and lots of distinctive, cohesive releases. Do you work more on single songs and group them together or rather have a whole ep/album in mind when writing/recording your songs?
I work on everything with the vision of its completed whole. Doing random songs and just sticking them together to churn out releases doesn’t have the same meaning to me. I rarely work on multiple albums at the same time because the visions and my approach will suffer out of conflict. Every album I’ve done has distinct stories and messages, which is why the songs
have to be related and coming from the same mindset. Though I try to keep those specific aspects fairly ambiguous on the final release in hopes that people will draw their own conclusions and personal connections, I’m not going to hide them from someone who gets in touch and really wants to pick my brain.
Let’s say Steely Dan hits you up with an offer to release an exclusive tape with their new songs on Bridgetown, what would you do? Are you open to anything or are you more into getting unknown bands out there?
I’ve seen the name around before but never heard Steely Dan until looking up a song on Youtube right now and it’s not my thing. The most important thing is that I like the music and relate to it, whether I found it on my own or it came to me.
But to be honest, I don’t like when strangers email me pitching a release like I’m some kind of business. I’ve never put something out based on what other people thought about it or because some band I never heard of had some cool song. I’ve said in other interviews that this label is extremely personal and that’s the simple truth. I know almost all of the artists in
person, including many of those in other states. There’s always some sort of connection underlying the foundation of a release I’ve put out: I heard their demo tape, we had mutual friends, booked a show together on tour, traded albums, they picked up some releases they liked and we started talking, etc.
I’m not opposed to putting something out for someone that is well known (though that term can mean a lot of things) that I get to know as a friend but for the most part, a lot of my pals are unknown, and few people have heard their music. I’m not the right label for a band who wants tons of people to hear their music and to get big or anything like that. But for others, it’s a good fit to be heard by a few people who will appreciate what they’re doing outside of their previous circle of friends.

Chciałbym móc opowiedzieć wam historię pełną heroicznych zwrotów akcji, ale nie mogę. Skontaktowanie się z Johnem K. wymagało minimalnego wysiłku i szczypty cierpliwości. Jako, że lubię wiedzieć jakieś totalne podstawowe rzeczy o ludziach których słucham, a o Johnie w internecie nie ma prawie że nic poza czystym Myspace, nieaktualizowanym Twitterem i także martwym Facebookiem. Bez większych ceregieli, kilka podstawowych pytań do gwiazdy, których zdaje się – nikt mu wcześniej nie zadał. Kusiło, by zapytać o chillwave, ale nie byłem w stanie się przemóc.
* * *
Kto zacz, co zacz?
Zacząłem pisać i nagrywać muzykę jakieś 5 lat temu, ale grałem w zespołach całe swoje życie. Gram na gitarze i pianinie odkąd byłem dzieckiem, choć nigdy nie brałem lekcji. Próbowałem grać też na perkusji, ale wolę używać automatu bo pozwala nagrywać o każdej porze dnia i nocy.
Trzy twoje albumy krążą po internecie bez jakichkolwiek dat wydania, wytwórni, informacji czy choćby okładek.
Wydaję samodzielnie swoje albumu, na początku tylko dla znajomych, od okołu 4 lat. Ogółem, myślę, że wyszło z 9-10 płyt. Te które krążą po internecie to te ostatnie. John został nagrany prawie w całości w moim mieszkaniu, kiedy chodziłem do szkoły w północnej części Nowego Jorku w latach 2008-2009. W zeszłym roku przeniosłem się do Filadelfii i tu nagrałem Lost In The Beat. Mam też nowy album, który niedługo będzie dostępny na moim Myspace.
Nagrywasz głównie w domu?
Wszystko co słyszysz było nagrane w mojej lub kogoś innego sypialni na 8-track Tascama. Na każdej płycie nagrałem praktycznie wszystko sam, poza niektórymi partiami bębnów.
Zdajesz się dużo skakać pomiędzy gatunkami.
Nie staram się osiągnąć żadnego “brzmienia”, ale podoba mi się koncept muzyka, który skacze po gatunkach. The White Album jest wielką inspiracją w tym przypadku. Tak jak Sign “☮” the Times Prince’a. Próbowałem tworzyć albumy z konkrentym brzmieniem w głowie, ale szybko się nudziłem. Potrzebuję zróżnicowania i lubię myśleć, że słychać to na moich płytach.
Pitchfork pisał o albumie [Bedroom Eyes - przyp.], który miałeś wydac w tym roku. Co się z nim stało, planujesz jeszcze?
Jak już wspominałem, mam nowy album gotowy do wydania. Aczkolwiek, zastanawiamy się [z Trig Club, zgaduję - przyp.] nad wydaniem remiksów starych utworów. Mam nadzieję, że ukażą się w 2011. Ale jeżeli nic z tego nie wyjdzie, będę dalej wydawał swoje płyty samodzielnie. Co do roku 2011 jeszcze, mam zamiar dalej pisać i nagrywać, tak jak i zagrać kilka koncertów w okolicach Nowego Jorku i Filadelfii.
Występowałeś już na żywo? Sam, z zespołem?
Zacząłem występować na żywo tego lata kilkoma koncertami z Twin Sister [strona zespołu wzmiankuje jeden, ale kim jestem by się kłócić -przyp.]. Potem zagrałem kilka samodzielnie ze znajomymi. Próbuję złożyć jakiś zespół, ale ciężko znaleźć innych muzyków którzy będą dobrzy i będzie im zależało. To jeden z głównych czynników przez który zacząłem grać muzykę sam. Ale uważam zespół za niezbędny jeżeli chciałbym zagrać większą ilość koncertów. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć ludzi do wiosny.