//
archiwa

Archive for

Indefinite Hiatus

Napisałem dwie, długie recenzje – Plug i Lindstrom. Świetne płyty. I doszło do mnie, że nikomu nie będzie się chciało ich czytać. Nie, inaczej. Mnie by się nie chciało, gdyby ktoś inny je wrzucił. Patrząc też na to, że każdy z większych projektów jakie miałem nie wypalił bo traciłem zapał w połowie (i juz nigdy nie doweicie się jakie perełki Rephlex i Skam chciałem polecić na 20-lecie labeli; no dobra Ffreesh!, Cylobian Sunset i Corrupt Data Instrumentals, ale to tylko SAMPEL). Poza tym, u

Także idę zrobić sobie kilkumiesięczny HIATUS.

Moda na reaktywacje w pełni, więc pewnie spotkamy się na wiosnę czy coś. Albo w ogóle. Ktoś będzie tęsknił? Meh.

W razie gdyby, pewnie będę pisał dla XXXXxxXXX to, co pisałbym tutaj. Choć pewnie wcale nie będę znowu tak dużo pisał.

W bonusie 5 filmów, które ostatnio widziałem, i które polecam:
Soylent Green (1973)
Trucks (1997)
SLC Punk! (1999)
This Is England (2006)
Carnage (2011)

Xoxo/11

Pierwszy tydzień stycznia to ten dziwaczny okres zawieszenia, kiedy wszyscy zdają się jeszcze tworzyć post-sylwestrowe memy i nikt tak na dobrą sprawę nie myśli jakie post-sylwestrowe memy pojawią się w roku 2013. Czas, kiedy hajpmaszyny śpią, a hajpobiorcy przerzucają końcoworoczne listy. I to jest świetny moment, by wymienić rzeczy z minionego roku, które warto wspomnieć, a nie zmieściły się nigdzie.

eMagazyny
To jest przewrotne trochę z mojej strony, bo w końcu i Electric Nights, i Machina zwinęły się, ale to był w sumie fajny rok dla tzw. “prasy”. Poszukiwania alternatywy dla dogorywającej formuły portalu muzycznego, trwają. Jednak to co mnie naprawdę urzekło, to fakt, że czasy pisania o muzyce za darmo mijają. I choć styczeń zaczyna się odpływem, to myślę, że choć trochę  pokazano, że praca na kasie w supermarkecie i teksty dobrej jakości po godzinach to mit większy niż średnia krajowa.

Zosie samosie
Nawet nie wyobrazacie sobie stresu, który towarzyszy ściągnięciu geja z Kanady na koncert w tak konserwatywnym mieście jak Łódź. A udało się i to bez elektro-wkrętów i innych takich klasycznych “scena gra dla sceny” akcji. Poza tym, niech ktoś zacznie doić te złotą krowę jaką odkryłem w tym roku, czyli koncerty one-man-bandów. Przecież te pół-plejbeki to NAJLEPSZE co można zrobić w tych naszych wiecznie słabo brzmiących klubach, w których perkusja zawsze niszczy wszystko, i nikt niczego nie umie ustawić. Więcej Juvelenów, więcej Maxów Tundrów, więcej wszystkiego.

Generation Next
Pamiętacie te reklamy Pepsi? Ze Spice Girls? Muw ołwer jejeje? W każdym razie. Kaseciarz, Armando Suzette, Chłopomania, po jakiejś części wydawnictwa Sangoplasmo – to są nadzieje na lepszy rok i leki na całe zło. Polacy otrzaskują się z ideą wykorzystania “domowego studia” (czyli FL Studio, komp, słuchawki Seinheiser i ew. midi kontroler) do czegoś innego niż klejenia electro. Nienawidze electro. W każdym razie, chodzi o to, że choć z opóźnieniem, dociera do nas SPRYT. I to mnie cieszy bardziej niż przeceny w Saturnie (4 Eno po 20 każdy, 4!).

I to chyba tyle z plusów. Daruję sobie dla odmiany minusy. Na co komu one.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.