Nie wiem czy był większy hajp z polskiej niezalistyki w tym roku niż Dalia, więc będę się streszczał. Album jest ci to skręcający w stronę bycia idealnym. Na pierwszy rzut oka mamy w sumie nie tak znowu odległe dla naszego kraju brzmienia i utwory, ale jak się wgryźć, to pod warstewką trójmiejskiej eksperymentatorki kryją się teksturowo-frakturowo-melodyczne rozwiązania rodem z LP5 Autechre (chropowatość!) czy Richard D James Album Aphex Twina (prostota!). Jak by tego było mało, całość spowija jakaś poświata prymitywnej elektroniki w stylu BBC Workshop, czy z nowszych rzeczy, Ursuli Bogner. Ale co ja wam będę. Wszystko, co dobrego słyszeliście o tej kasecie, jest prawdą. Idźcie i kupujcie.
[Sangoplasmo; 2011]